Cztery sposoby jak nie zaliczyć egzaminu

Przyszedł wrzesień, pora walecznych bitew, gdzie szabelkę zastępuje długopis, a strategię podręcznik, który po minimalizacji mieści się w małym paluszku.  W końcu całe wakacje wertowałeś notatki. Porażka jest mniej prawdopodobna od 50% frekwencji w referendum, ubierasz się najbardziej elegancko i idziesz na egzamin.

Najlepiej uczy się na błędach. Najfajniej, gdy są to błędy cudze. A my, dla dobra ludzkości, a zwłaszcza dla Ciebie drogi czytelniku nie zdałyśmy już wszystkich możliwych egzaminów. Wiemy jak to robić, więc czytaj i ucz się!

Sposób pierwszy czyli jak przegrać z uczciwością.

Zatłoczona sala, studenci uwijają się jak mrówki w ukropie. Choć obawiam się, że wtedy już się nie uwijają, a na pewno nie mają w rękach ajfonów. Kolega obok właśnie wyciągnął szóstą kartkę. Ten za mną wypisał już drugi długopis. A dziewczyna z przodu po podłożeniu gotowców udaje, że pisze rysując pokemony. Właśnie skończyła Psychoducka. Kolejny raz patrzę na profesor, która dyskretnie chowa się za gazetą i sumienie pomieszane ze strachem pozwala mi pisać tylko tyle, ile umiem.

Powiedzmy sobie szczerze, mój egzamin wygląda jak Dawid w tłumie Goliatów. Tylko taki Dawid bez procy, by ustrzelić chociaż trzy.

 

Sposób drugi: to ten egzamin miał dwie strony?

„Jestem dobra, jestem mądra, jestem budowlanym bogiem.” Powtarzam trzy razy i mogę się brać do pracy. Dokładnie, precyzyjnie, w trzecim sprawdzeniu 0=0. Gdzieś tam w Niebie chór inżynierów śpiewa radosne Shoop Shoop Song, a ja zaczynam planować, jak będę świętować sukces. Gdy w myślach porównuję paczkę kwaśnych żelków z hamburgerem mój wzrok ląduje na egzaminie kolegi. Na tych zadaniach, których dziś nie widziałam.
Odwracam swój egzemplarz i niebiański chór śpiewa „znowu w  życiu ci nie wyszło”, gdy prowadzący zbiera kartki.

concert-839518_1920

Sposób trzeci jak nie zdawać koncertowo

Starałyśmy się przekonać profesora, żeby dla naszego dobra z dwóch terminów wybrał bardziej dogodny. O dziwo, przeprowadził nawet konsultacje społeczne, ale reszta nie była zainteresowana egzaminowym maratonem. Dla ambitnych studentek pierwszego roku to nie jest przeszkoda. Mimo pewnego niedoboru daru bilokacji próbowałyśmy dokonać cudu.
Do czasu, gdy okazało się, że rozwiązanie kolejnego zadania łączy się z tym, że cudu nie zobaczymy.
Wybiegłyśmy z sali i za pomocą empeka, taksówki, pociągu, autobusu i tramwaju pojechałyśmy spełnić marzenia większe niż 3 z egzaminu.

Jon nie był piękny jak zawsze. Był piękniejszy.

Sposób czwarty czyli…

Czasami po prostu wiesz, że szanse są. Gdy spędzisz milion godzin ślęcząc nad książkami. Rozwiążesz milion przykładów. Ostatniej nocy wypiłaś milion kaw. Ef wiedziała. Wiedziała, że warto zrobić wycieczkę na salę egzaminacyjną, bo czeka ją fala sukcesów. Rano jeszcze szybkie powtórki, bo do piętnastej zdążyłaby obejrzeć Forresta Gumpa i to dwa razy. Albo upiec szarlotkę. I jeszcze zjeść tę szarlotkę. Grać w song popa i znudzić się song popem. Tyle możliwości! Kto ustala egzaminy na piętnastą?

W zasadzie to nikt. Egzamin był na 10:00.


Powodzenia wrześniowi wojownicy!


~Winnie

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s